Strategia Powtarzalności Hanny Kaszewskiej



Powtarzam.
Ciągle się powtarzam.
Zasmucanie ludzi nie jest moim celem, ale boję się, że rozsiewam wokół siebie negatywne emocje.

Usłyszeć, że mój strach jest zrozumiały - to w pełni wystarcza.
Usłyszeć, że niemożliwym jest czuć inaczej,
w tym miejscu i w tym czasie, - to wszystko, czego potrzebuję.

W mojej powtarzalności jest coś kompulsywnego, jest w niej też jednak jakiś plan.
Odkrywam przemawiające do mnie symbole i rysuję ję w kółko.
Odkrywam odpowiednie słowa i przepisuję ję kilkaset razy.
Wymyślam historie, które opowiadam i przepowiadam samej sobie.

Te działania są konieczne, niemal bezwarunkowe, jednak zawierają w sobie wybór.
Zostały tutaj podjęte konkretne decyzje.
W rzeczy samej, proces eliminacji trwa nadal.
Do niektórych elementów już nie wracam. Albo wynajduję nowe znaki, które mogę wykorzystać i na kilka chwil stają się one całym moim światem.

Nigdy nie byłam religijna, ale być może tym właśnie jest modlitwa dla tych, którzy wierzą w takie rzeczy.

Może też jest to kwestia znajomego. Jeżeli znajome równa się bezpieczne, to powracanie stanowi jedyną sensowną opcję.
(Wcale tak nie jest.
To dość oczywiste, że wcale tak nie jest.)

Ale powtarzam.
Ciągle się powtarzam.



Cała ta powtarzalność łączyła się kiedyś z ogromnym poczuciem winy.
Chciałabym powiedzieć, że teraz jest inaczej, ale nie byłaby to do końca prawda.
Poczucie winy pozostało. Jest wciąż obecne. Przynajmniej czasami.
Skrada się, atakuje i sprawia, że czuję się bardzo mała. Albo bardzo duża. Za duża. Zajmuję zbyt wiele przestrzeni ze słowami, które wypowiedziałam już wcześniej wiele razy, z motywami, które ciągle wykorzystuję.



Zajęło mi zdecydowanie zbyt wiele czasu, żeby rozróżnić nudę od konsekwencji.

Albo: zajęło mi to dokładnie tyle czasu, ile powinno.

(Istnieje możliwość, że oba powyższe stwierdzenia są prawdziwe.)

*

Przeczytałam kiedyś, że mówienie o traumie - samo mówienie, bez analizy czy próby zrozumienia - może być pomocne, gdyż w którymś momencie temat przestaje być istotny.
Kiedy powtórzysz to samo słowo kilka razy pod rząd, zatraca ono swoje znaczenie.
Może działa to na podobnej zasadzie.

I może oszukuję, skoro powtarzam ciągle, tak czy inaczej, nie czekając aż nastąpi jakaś tragedia.

Albo może strach jest sam w sobie wystarczająco tragiczny.

To taka mała cicha trauma.

To także moje życie teraz.

Więc kreuję swoje bezpieczeństwo z każdym znowu i każdym jeszcze raz.
Dopóki nie ma już żadnego znaczenia.
Dopóki strach nie ma żadnego znaczenia.

Nawet, jeśli wciąż tu jest.

A teraz ciągle tu jest.